A może by tak poleniuchować?

Dom ogarnięty, obiad ugotowany, wieczorem do pracy więc teraz kawka i napiszę post. O suszonych pomidorach, bo przymierzam się do niego jakiś czas. Ale zaraz, najpierw powiadomienia… Fb i Instagram – trochę się tu działo. Zdecydowanie zdjęcia moich dań i Antoniego cieszą się największym zainteresowaniem (muszę chyba publikować więcej). Kurcze już 16:05 przegapiłam początek Wspaniałego stulecia (tak, oglądam…). Jeszcze poczta… Spamu do usuwania na godzinę. Nie, nie zrobię tego teraz. Sprawdzam tylko gmail (to ta od bloga). O są nowe komentarze. Szybko myk na bloga – czytam i odpisuję. Dzwoni telefon. O cześć, co tam? A jakoś leci (bla bla bla). Kwadrans później dzwonek do drzwi. Witaj, mamy coś do załatwienia w Poznaniu więc wpadliśmy na chwilkę. Oki fajnie, wchodźcie. Przepraszam X oddzwonię… Goście poszli i siadam z powrotem do laptopa. Kawa zimna, nie do wypicia. Dobra nie ważne, miałam pisać post. Ale o czym? Aha o suszonych pomidorach. Ale co właściwie chciałam napisać? Nie pamiętam… Zresztą czas już do pracy się zbierać. A jeszcze paznokieć trzeba naprawić. Napiszę jutro…

I z jutra zrobi się za tydzień… Zdarza Wam się tak?
Bo mi notorycznie. Jestem mistrzynią w braku organizacji czasu. Gdyby doba miała 30 h to i tak pewnie byłoby to dla mnie za mało. Muszę się za to zabrać i spróbować naprawić:) I właśnie przeglądając poprzedni nr Twojego Stylu (poprzedni, ponieważ gdy kupiłam nowy uświadomiłam sobie, że nie miałam czasu przejrzeć starego…) trafiłam na interesujący wywiad z Ulrichem Schnabelem, autorem książki Sztuka leniuchowania. O szczęściu nicnierobienia. Od razu mogę powiedzieć, że dopisuje tę pozycję do mojej listy lektur na bieżący rok.
Pan Ulrich wyjaśnia problem „za krótkiej doby”. Ludzie po prostu, pomimo nowoczesnych udogodnień, które powinny nas odciążać i tak dokładają sobie obowiązków. Żyjemy w społeczeństwie, które podziwia ludzi sukcesu – aktywnych, pracujących bez wytchnienia. A lenistwo nie jest mile widziane. Okazuje się, że lenistwo jest dobre. Autor podkreśla jednak, że to nie chodzi o to, aby leżeć i nic nie robić całymi dniami, lecz: „leniuchowanie to poczucie intensywności chwili, całkowite skoncentrowanie się na jednym: na sobie, tym, co dla nas najważniejsze. Można więc leniuchować w ruchu, we śnie, podczas posiłku. I nie jest to tylko kwestia relaksu. Raczej podejścia do życia. Dzięki niemu właśnie osiągamy stan poznawczego lenistwa. Świadomie ograniczamy ilość napływających do nas bodźców, informacji. Dajemy wytchnienie naszemu mózgowi. A to jest mu niezbędne.” Mózg potrzebuje przerw, kiedy sam się może zająć własnymi zadaniami, bez udziału naszej świadomości. Nieustanne bombardowanie mózgu zadaniami i faktami skutkuje spadkiem koncentracji, stajemy się roztrzepani i gubimy szybkość reakcji. Od nadmiaru informacji czasami umykają nam te naprawdę ważne, bo mózg nie nadąża wszystkiego przetworzyć. Autor przestrzega przed „klątwą przerywania”. Np. w pracy co chwilę coś zakłóca spokój (ktoś wchodzi, dzwoni telefon lub przychodzi mail) mózg adaptuje się do sytuacji i nie potrafi już przez dłuższy czas skupić na jednym zadaniu. Co rusz szuka nowych bodźców i przenosi to również do życia prywatnego. Leniuchowanie ma sprawić, że ze spokojem będziemy przyjmować naturalne fazy bezczynności mózgu.Ulrich Schnabel poleca naukę lenistwa zacząć od informacyjnego detoksu, odciąć się od zalewu niepotrzebnych faktów. Podczas dłuższej podróży oddać się filozoficznym rozważaniom. Znaleźć sobie oazę spokoju (najlepiej poza pracą i domem), zachęcającą do wyłączenia komórki. Można przysiąść sobie na trochę w kawiarni czy przespacerować po parku. Należy pozwolić mózgowi na fazę bezczynności. Wtedy podobno przychodzą do głowy najlepsze pomysły. Można godzinami opracowywać problem, a rozwiązanie przychodzi samo, kiedy się odprężymy. Musimy się też wysypiać. Sen podnosi naszą wydajność. Świetnie sprawdzają się też drzemki, jeśli oczywiście możemy sobie na nie pozwolić. Zapewniają umysłowy relaks, podnoszą koncentrację oraz zdolności motoryczne.

Wg powyższego wygląda na to, że intensywny tryb życia skutkuje u mnie pustką w głowie… Na początek zacznę od ograniczenia nieustannego sprawdzania powiadomień, bo to strasznie pożera mój czas. Zamiast znowu oglądać przez 3 h The Last Man on Earth (lub inny serial) po prostu położę się spać… No i kupię tę książkę. Zdecydowanie chcę się bardziej zagłębić w tym temacie. Muszę też zacząć brać przykład z mojego Antoniego;) Jak widać na załączonym zdjęciu, on nie ma problemów z leniuchowaniem;)

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Related posts

16 Thoughts to “A może by tak poleniuchować?”

  1. Jak byłam na bezrobociu to odkryłam to że lenistwo jest błogosławionym stanem. To było luksusowe życie, kasy mało ale zawsze byłam wyspana, miałam czas żeby czytać i piec ciasteczka… Ale długo tak nie można, chyba że się jest kotem 🙂

    1. No właśnie:) Chyba trzeba znaleźć złoty środek i lenić się "odpowiednio długo" 😉

  2. Bardzo mi się podoba ten post, że tak to ujmę – ma w sobie to coś ☺

    1. Cieszę się:) Pozdrawiam:)

  3. Ja też lubię czasami tak totalnie nic nie robić 🙂 jest to potrzebne dla zdrowia psychicznego. Zaciekawiła mnie ta książka "Sztuka leniuchowania" – chętnie bym ją przeczytała. PS Masz pięknego kota 🙂

    1. Dam znać po przeczytaniu czy naprawdę warto:)

  4. Prawda jest taka, że swoje lenistwo zawdzięczam… macierzyństwu 😉 Bo całe dnie jestem w domu więc zrobię to albo tamto, a na koniec ląduje z dzieckiem na podłodze bawiąc się klockami, bo on tak chce.Potem stwierdzam, że nie leniuchowałam a i tak nie mam nic zrobionego więc bardzo zaciekawiła mnie ta książka 😀

    1. To, że jesteś w domu nie oznacza, że się lenisz. Ja dzieci nie mam, ale podobno to ciężka praca;)

  5. Ewelino post niesamowity taki inny jak wszystkie..Brak czasu na wszystko, chaos,zabiegana, ale ty ogarniasz wszystko. Super naprawdę Ty to potrafisz napisać!! A wracając do leniuchowania.. Też brakuje mi czasu.:-)

    1. No właśnie, aż tak dobrze nie ogarniam… Ale dziękuję za komplementy kochana:)

  6. Leniuchowanie warto rozpocząć od wyłączenia internetu. Ja zwykle wracam mentalnie wypoczęta z moich podróży, ponieważ odcinam się na co najmniej tydzień od skrzynki mailowej czy powiadomień z mediów społecznościowych. W domu niestety jest to o wiele trudniejsze do zrealizowania, ponieważ nie da się tak zwyczajnie wyłączyć z sieci, zwłaszcza, gdy się w niej pracuje. Trzeba jednak umieć wyznaczyć sobie czas na pracę i czas na sprawdzanie facebooka.

    1. Dokładnie. Ale wyłączenie internetu to nie lada wyzwanie…

  7. Czy to jest brytyjski kot krótko włosy??? Jeśli tak to mam identyczną koteczkę <3 one są cudne 🙂

    1. Tak brytyjski:) Jestem w nim po prostu zakochana;)

  8. Oj zdarza, zdarza się, dlatego często zapisuje najważniejsze myśli (nawet kilka zdań) do postu w szkicach na blogu, na telefonie lub w papierowym notatniczku. Trochę pomaga. 🙂

Leave a Comment